RSS
środa, 20 kwietnia 2011

Cechą charakterystyczną dzielnicy Bielany jest to, że niektóre jej części to obszary o wyraźnie zaznaczonej odrębności. Jednym z nich są Młociny. Ale Bielany to także wiele terenów integralnie zrośniętych z resztą "właściwej" Warszawy. Jednym z nich jest osiedle Wrzeciono. 

Po co ten wstęp? Otóż na młocińskim forum dyskusyjnym (tak, oprócz forum bielańskiego istnieje sobie równolegle odrębne forum młocińskie, co jest też jakimś dowodem na pewną odrębność Młocin) wywiązała się dyskusja o tym, czy Wrzeciono to część Młocin. Osobom nie znającym specyfiki Bielan pragnę w tym miejscu wyjaśnić, że obszar uznawany zwyczajowo za Młociny leży w pewnym oddaleniu od osiedla Wrzeciono i składa się głównie z domów jednorodzinnych oraz niskich bloków wzniesionych w ostatnich latach, gdy tym czasem Wrzeciono to przede  wszystkim (choć nie tylko) bloki PRL-owskie. Skąd zatem pomysł, aby Młociny i Wrzeciono wrzucić do jednego worka i czy ma on jakiekolwiek uzasadnienie?

Uzasadnienie jest historyczne - kiedyś, jeszcze przed włączeniem terenów obecnego Wrzeciona do Warszawy, obszar ten wchodził w skład wsi Młociny. O blokach jeszcze nikt nie myślał, zamiast tego na części obszaru Wrzeciona utworzono przed wojną... lotnisko (tak, mieliśmy kiedyś na Bielanach lotnisko!) zwane Lotniskiem Bielany lub Lotniskiem Młociny. Po wojnie lotnisko zlikwidowano, w 1951 r. włączono tereny obecnego osiedla Wrzeciono do Warszawy ("właściwe" Młociny zresztą też), z czasem zaczęto tam stawiać bloki. I wtedy zaczął się ten cały galimatias z nazwami. 

Najpierw nazwano nowe blokowisko Osiedlem Młociny. Przyjęło się? Skądże. Osiedle zrosło się nierozerwalnie z "właściwą" Warszawą, natomiast "właściwe" Młociny pozostały odrębną, mającą swoją specyfikę enklawą. W ten sposób nazywanie Młocinami PRL-owskiego blokowiska stało się mylące. Potem zaczęto lansować nazwę Brzeziny (od nazwy wioski znajdującej się niegdyś w okolicach obecnego bazaru na Wolumenie). I ta nazwa też się nie przyjęła. Dlaczego się nie przyjeła, ciężko mi wyrokować, ale nie przyjęła się i już. W międzyczasie miejscowi zaczęli obszar osiedla nazywać Wrzecionem - z pewnością od nazwy ulicy o charakterystycznym kształcie, przecinającej obszar osiedla na wszystkie możliwe sposoby. Nikt zatem osiedla Wrzecionem "odgórnie" nie nazwał, ta nazwa wykiełkowała sama, z czasem przyjęła się także wśród warszawiaków z innych dzielnic, aż wreszcie została ostatecznie usankcjonowana w Miejskim Systemie Informacji. I tak blokowisko na dawnym obszarze wsi Młociny to dziś Wrzeciono a Młocinami nazywa się rejon Encyklopedycznej, Pułkowej i Dzierżoniowskiej czyli Młociny historyczne, Młociny "właściwe".

Czy jest zatem Wrzeciono Młocinami? Nie, nie jest. Nie jest i nie będzie, dopóki mieszkańcy osiedla nie będą mieli poczucia, że na mieszkają na Młocinach właśnie. Na razie, jak wynika z moich obserwacji, takiego poczucia nie mają i nic na to nie wskazuje, aby mieli je mieć. Tak samo mieszkańcy "właściwych" Młocin nie uważają dzś obszaru osiedla Wrzeciono za "swój". Rozróżnienie między Wrzecionem a Młocinami stało się zatem wyraźne, utrwaliło się w społecznej świadomości i wrzucanie tych obszarów do jednego worka nie ma sensu.

Wniosek: historia to ciekawa sprawa, ale teraźniejszość rządzi się swoimi prawami i trzeba ją przyjąć do wiadomości.

PS. Ostatnie zdanie dedykuję tym wszystkim, dla których Bielany to wciąż "daleki Żoliborz". Przykro mi, zapomnijcie.

sobota, 16 kwietnia 2011

Najpierw proszę sobie obejrzeć zdjęcie.

Dwa pierwsze samochody od lewej parkują legalnie, pozostałe trzy już nie. Dlaczego?

Powód jest prosty - między srebrnym Citroenem a kolejnym pojazdem (tym białym) kończy się brukowa kostka, zaczyna trawnik. A raczej to, co z trawnika zostało, czyli rozjechane klepisko. Srebrny pojazd parkuje zatem legalnie, biały już nie. Dwa kolejne również nie. Kto jest temu winien?

Teoretycznie odpowiedź jest prosta - winni są kierowcy. Owszem, są winni. Ale czy tylko oni?

Niezorientowanym wyjaśnię, iż widoczny na zdjęciu parking mieści się w nader ruchliwym miejscu. W pobliżu jest stacja metra, basen oraz duży bazar. Nietrudno się zatem domyśleć, że całkiem sporo ludzi chce tam zostawić swój samochód. A więc mamy tłum chętnych do parkowania, mamy trochę wolnej przestrzeni, więc... Więc co szkodziło urzędnikom wybudować kilka miejsc parkingowych więcej? Przecież na zdjęciu widać aż nadto wyraźnie, że miejsce jest! Co zatem zadecydowało, że tych miejsc jednak nie stworzono? Oszczędności? A może modna w niektórych kręgach antysamochodowa ideologia?

A efekt mamy taki, że część kierowców parkuje nielegalnie (i niestety z czasem mogą oni ten nawyk sobie utrwalić, o ile już go nie utrwalili), a trawnika i tak nie ma, bo przecież trudno określić tym zaszczytnym mianem kawałek rozjechanego klepiska.

Nie chcę tu na siłę bronić kierowców, ale... Ale czy tych kilku miejsc parkingowych więcej naprawdę nie dało się wybudować?

A tak, zamiast umożliwić ludziom legalne parkowanie, zachęca się ich do parkowania nielegalnego, jednocześnie patrząc na to przez palce i nie ścigając nadmiernie mandatami. Ot polska rzeczywistość...

Tagi: parkowanie
18:53, lukasz.1978
Link Komentarze (2) »
wtorek, 12 kwietnia 2011

Nasi dzielni drogowcy bywają niestety nader często zapominalscy. Przy ulicy Kasprowicza, w okolicach stacji metra Wawrzyszew, zapomnieli o chodnikach.

Zdjęcie nr 1 - chodnik kończy się na... ścieżce rowerowej. Luzik, nic się nie stało, brakujące parę centymetrów ludzie sobie dodeptali. Grunt to brać sprawy we własne... nogi!

Zdjęcie nr 2 - tu już jest znacznie gorzej. Jak napada deszcz, bywa "wesoło".

A może to ja się po prostu dzielnych specjalistów od dróg czepiam? W końcu oni pokończyli jakieś tam fakultety w zakresie projektowania, mają jakieś tam dyplomy, a ja nie mam. Zatem oni się znają, a ja się nie znam.

Kurczę, aż mi teraz głupio...

Tagi: absurdy
23:20, lukasz.1978
Link Komentarze (4) »
piątek, 08 kwietnia 2011

Czy wiesz, że Bielany przed wojną wchodziły administracyjnie w skład Marymontu?

Tereny "właściwych" Bielan (czyli bez Chomiczówki, Wawrzyszewa, Młocin itp.) zostały włączone do Warszawy w 1916 roku. Wówczas też, w związku z poszerzeniem granic miasta, dokonano nowego podziału administracyjnego Warszawy, dzieląc ją na 26 komisariatów (coś w rodzaju obecnych dzielnic). Bielany znalazły się w komisariacie z zaszczytnym numerem 26.

Duży był to komisariat, do jednego worka wrzucono wówczas Bielany, Marymont, Żoliborz i na deser kawał Powązek. A ponieważ z czasem komisariaty zaczęły zyskiwać nazwy, całość nazwano... Nie, nie Żoliborzem, jak wielu wciąż myśli. Całość nazwano Marymontem. Znalazłem nawet w sieci skan przedwojennej mapy obrazującej przedwojenny podział Warszawy. Warto to sobie obejrzeć.

Można dyskutować, czy dla obszaru składającego się z Bielan, Marymontu i Żoliborza nazwa "Marymont" była słuszna, ale wiele przemawia za tym, że tak. "Właściwy" Marymont leżał bowiem mniej więcej po środku 26. komisariatu i miał całkiem ładne historyczne tradycje.

Sytuacja zaczęła się zmieniać po wojnie. Najpierw podzielono Warszawę na tzw. starostwa grodzkie i w ten oto sposób dotychczasowy komisariat Marymont stał się odtąd starostwem grodzkim Warszawa Północ. Prawdziwa rewolucja miała jednak nadejść w roku 1951. Wtedy to doszło do potężnego rozszerzenia granic miasta (powierzchnia stolicy wzrosła wtedy trzykrotnie!), a starostwa grodzkie zastąpono dzielnicami. Włączono wówczas do Warszawy m.in. Chomiczówkę, Wawrzyszew, Młociny i Wólkę Węglową, łącząc powyższe osasy z dotychczasowym starostwem Warszawa Północ w jedną całość, wielką dzielnicę Żoliborz. Tak oto nasze Bielany weszły w skład Żoliborza. Dopiero wtedy, dopiero w 1951 roku!

Trudno mi w tym miejscu orzec, jakimi motywami kierowali się towarzysze komuniści, wybierając dla całej wielkiej dzielnicy nazwę właściwą dotąd dla obszaru leżącego na jej peryferiach. Można było przecież sięgnąć do tradycyjnej przedwojennej nazwy Marymont. Może po prostu pokusa walki z przedwojennymi tradycjami okazała się lda komunistów zbyt silna i z tego to powodu obszar całej wielkiej dzielnicy nazwano Żoliborzem?

Dziś chyba niewiele osób wie, że istniało przed wojną takie coś jak komisariat Marymont, a w jego skład wchodziły zarówno Bielany jak i Żoliborz. Myślę, że warto o tym przypomnieć.

Swoją drogą historia bywa przewrotna. Niegdyś wielki Marymont skończył dziś jako obszar podzielony między dwie różne dzielnice (moim zdaniem szkoda!), przecięty na pół trasą szybkiego ruchu. Potem nastał "wielki" Żoliborz, który jednak, rozdęty w 1951 r. do granic możliwości, skurczył się 43 lata później praktycznie do swych historycznych rozmiarów.

Tak oto nastał czas Bielan. Czy dobrze ten czas wykorzystamy?

poniedziałek, 04 kwietnia 2011

Czy wiesz, że Bielany są rajem dla miłośników piwa?

A wszystko to dzięki małemu niepozornemu sklepikowi mieszczącemu się przy ul. Rudnickiego na tyłach Megasamu. Oto i zdjęcie tegoż przybytku:

 

Z zewnątrz całość wygląda zatem niepozornie, ale za to w środku...W środku mają taki wybór piw z małych lokalnych browarów, jakiego jeszcze w Warszawie nie widziałem. Jeśli zatem masz dość tzw. piw przemysłowych, które niezależnie od marki smakują praktycznie tak samo, musisz ten sklepik odwiedzić koniecznie. W żadnym hipermarkecie takiego wyboru nie znajdziesz, uwierz mi.

Sklepik jest czynny do 19, w soboty i niedziele 15. A zatem... na zdrowie!

PS. Polecam również wątek poświęcony piwu na bielańskim forum dyskusyjnym. Jest o czym czytać!

Tagi: piwo
19:35, lukasz.1978
Link Komentarze (5) »
czwartek, 31 marca 2011

Warszawskie Biuro Gospodarowania nieruchomościami wykazuje się w swoich działaniach nie lada "kreatywnością".

Przy ulicy Starej Baśni na Bielanach stoją sobie dwa bloki, a pomiędzy nimi jest skwerek z placem zabaw. Cóż, takich bloków i skwerków jest w Warszawie mnóstwo, więc historia jest w zasadzie banalna i na tym cała sprawa mogłaby się spokojnie zakończyć, gdyby nie miejskie Biuro Gospodarowania Nieruchomościami. Kierując się nie lada pazernością, chce ono dopisać do tej historyjki dalszy dramatyczny ciąg. I to dopisać nie za pomocą subtelnego i delikatnego pióra lecz za pomocą koparek i buldożerów.

O co chodzi? Otóż, jak informuje portal TVN Warszawa, w miejscu zajmowanym dziś przez plac zabaw mają się pojawić... bloki mieszkalne. Bloki wciśnięte ciasno między te już istniejące. Oto fragment artykułu:

Pomysł zabudowy nie wyszedł jednak od zdeterminowanego dewelopera, tylko... z ratusza. Wniosek o warunki zabudowy złożyło miejskie biuro gospodarowania nieruchomościami. Okolica nie ma obowiązującego planu zagospodarowania, więc "wuzetka" miała służyć do określenia rynkowej wartości kruntu, który ratusz chce spieniężyć.

Warto kliknąć w przytoczony link i zapoznać się z całym artykułem - jest tam też zdjęcie placu zabaw, który nasi miejscy urzednicy chcą zlikwidować, aby postawić tam bloki.

Jednym słowem Biuro Gospodarowania Nieruchomościami, o którego szkodliwej działalności na Bielanach już pisałem, wykazuje się w omawianej sprawie pazernością przewyższającą nawet to, do czego przyzwyczaili nas działający w Warszawie deweloperzy. Problem związany z działalnością BGN nie jest zresztą problemem jedynie bielańskim - podobnie "kreatywnym" podejściem do miejskiej przestrzeni urzednicy z tegoż biura wykazują się też na Muranowie.

Jak widać dla ratusza nie ma rzeczy niemożliwych. Tam, gdzie nawet sami deweloperzy odpuszczają, ratusz pokazuje, że... da się, że jednak można! "Szacun!" - chciałoby się rzec. Szkoda tylko, że ta godna podziwu determinacja urzędników miejskich nie jest związana z działaniami na rzecz poprawy jakości życia mieszkanców, lecz z czymś dokładnie przeciwnym.

Czy naprawdę urzędnicy z BGN jakość życia mieszkańców mają za nic? Aż się nie chce w to uwierzyć, ale chyba muszę.

18:57, lukasz.1978
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 28 marca 2011

Bielany to naprawdę duża dzielnica. Niby wiedziałem o tym od dawna, ale dzisiaj poczułem to w pełni.

Jechałem sobie samochodem przez żoliborski Plac Wilsona. Dla mnie, mieszkańca Chomiczówki, to miejsce odległe, obce. Tak samo obca jest dla mnie żoliborska tradycja wymawiania nazwy tego miejsca przez "w", zawsze wymawiam przez "ł". A więc jechałem sobie przez ten Plac Łilsona, za kinem Wisła skręciłem w prawo w Mickiewicza i nagle... Nagle w perspektywie ulicy Mickiewicza ujrzałem niezbyt przecież od Placu Łilsona oddalone bloki bielańskiego osiedla Ruda. Z centralego punktu Żoliborza ujrzałem na wyciągnięcie ręki nasze Bielany. To było piękne!

A teraz cofnijmy się na chwilę do roku 2005 i zerknijmy na pewną wypowiedź zamieszczoną na żoliborskim forum dyskusyjnym. Oto interesujący mnie fragment:

Oczywiscie powtarzam sie ale warto by wiecej osob uswiadomilo sobie, ze
>dzielnica bielany< to smiesznie brzmiace kuriozum, efemeryda na mapie Warszawy
i stan przejsciowy.

Nie mnie oceniać, czy słowem "kuriozum" można nazwać coś, z czym identyfikuje się mnóstwo ludzi, z każdym dniem coraz więcej. Ale uświadomić sobie należy nie to, co chciał autor tamtego internetowego wpisu, lecz coś zupełnie innego - Bielany to nie "stan przejściowy" i "efemeryda", lecz duża 130-tysięczna dzielnica rozciągająca się od Puszczy Kampinoskiej po  niemalże Plac Łilsona. Ale nie myśl, że wielkością i rozległością chcę się tu chwalić, zupełnie nie o to mi chodzi. Chodzi mi o to, że...

Chodzi mi o to, że takiej wielkiej dzielnicy nie można tak po prostu zmarnować. Bielańczyku, pamiętasz rok 1994? To wtedy Bielany stały się niezależną dzielnicą (czy raczej gminą, wedle ówczesnej terminologii). Nie wiem, co wtedy czułeś. Może się cieszyłeś, może martwiłeś się, że już nie mieszkasz na Żoliborzu, który w Twoich uszach brzmiał tak dumnie, a może było Ci wszystko jedno. To już nieistotne, przeszłość nie ma znaczenia. Liczy się nie pozbawiona wad teraźniejszość i nieznana, ale być może świetlana przyszłość.

A więc nieważne, co myślałeś w 1994 roku. Ważne jest to, że teraz, w roku 2011, jesteś tu gospodarzem. Gospodarzem nie "efemerydy", jak ktoś Ci kiedyś próbował wmówić, lecz naprawdę dużej dzielnicy o ciekawej historii i nienajgorszej mimo wszystko, choć nie pozbawionej wad teraźniejszości.

Nie zmarnuj tego!

20:37, lukasz.1978
Link Komentarze (14) »
piątek, 25 marca 2011

Wczoraj otwarto przy ul. Lindego nowy basen. Z tej okazji Pani Prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz zawitała do naszej dzielnicy z tzw. gospodarską wizytą.

Gospodarskie wizyty niektórzy pamiętają jeszcze z okresu PRL-u. Z okazji otwarcia nowej szkoły czy nowej drogi (uczciwie mówiąc, trochę tego wtedy zbudowano) przyjeżdżał czasem na miejsce sam Towarzysz Sekretarz (Komitetu Powiatowego, Komitetu Wojewódzkiego a czasem nawet Komitetu Centralnego), coś tam mówił, a tzw. lokalny aktyw nagradzał jego drętwe zazwyczaj przemówienie oklaskami, dzieci deklamowały wierszyki a piękne niewiasty wręczały kwiaty. Generalnie kadzono Towarzyszowi Sekretarzowi na potęgę. A jak było wczoraj na Bielanach?

Uczciwie mówiąc, nie było mnie tam wczoraj, muszę się zatem oprzeć na relacji jednego z internautów (pisownię zachowuję oryginalną):

Właśnie wróciłem z otwarcia kompleksu sportowego na Lindego. Wrażenia z tego co znajduję się w środku są bardzo pozytywne. Natomiast należy wspomnieć o atmosferze jaka panował po tym jak zjawiła się Pani Prezydent. Takiego nadskakiwania z powodu przyjazdu HGW jeszcze nie widziałem, nasze małe kurdupelki z dzielnicy z wąskimi uśmieszkami tylko latały w tę i z powrotem a z ich ust wydobywały się same mile, ciepłe i chwalebne słowa pod kierunkiem HGW.
Bufetowa coś tam powiedziała, że niby się zna na sporcie ale nic szczególnego. Po krótkim przemówieniu i wpisie do księgi zaczął się obchód budynku, HGW przodem a kurduple w garniturkach, mundurkach(policja i straż), dresikach (pracownicy) i śmierdzących od papierosów brudnych flejowatych sweterkach (dziennikarze i fotoreporterzy) jak psy za Panem poszli w jej ślad.
Do końca nie byłem, musiałem wyjść, bo myślałem, że mnie zemdli od tych słodkości i uwielbieni HGW.

Nie wiem, na ile relacja ta jest prawdziwa, ale jeśli jest... Jeśli jest, to przyznasz chyba, że podobieństwa do "czasów słusznie minionych" widać aż nadto.

Po co pisze ten tekst? Nie, wbrew pozorom nie chcę tu skrytykować Pani Prezydent, nie chcę tez skrytykować lokalnych bielańskich notabli. Chcę natomiast skrytykować skrajnie centralistyczny system rządów w Warszawie, jaki zgotował nam onegdaj Sejm, uchwalając tzw. ustawę warszawską. To ten chory stystem sprawia, że od władz dzielnicy nic tak naprawdę nie zależy, to prezydent m. st. Warszawy ma zdanie decydujące w każdej praktycznie sprawie, jest Bogiem i Carem. Wszędzie, w całej Warszawie, zarówno w swoim ratuszu jak i na dalekich zapomnianych peryferiach. Prezydent rządzi!

A jakie mamy efekty? Ano takie, że tzw. lokalny aktyw, zamiast działać prężnie na rzecz dzielnicy, skupia się na kadzeniu Pani Prezydent w trosce o własne za przeproszeniem tyłki. Cóż, naturalny ludzki odruch, praca w urzędzie zapewne jest fajna, więc po co się narażać? Już byli tacy co się narażali, na Ursynowie na przykad. I mają z tego tytułu problemy. A zatem bez sensu jest się stawiać, prawda?

Ponieważ widoków na zmianę przez Sejm systemu sprawowania władzy w Warszawie nie widać, czeka nas jeszcze niejedna gospodarska wizyta połączona z peanami na cześć Pani Prezydent. A może i Ty pomożesz, np. malując trawnik na zielono w czynie społecznym?

No to jak towarzysze, pomożecie?

10:00, lukasz.1978
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 21 marca 2011

Jeśli nigdy nie byłeś na Kolektorskiej. to znaczy, że nie znasz dobrze Bielan.

Nic się nie martw, ja też do niedawna nie znałem, choć myślałem, że znam. Ty też możesz to nadrobić i przejść cały odcinek Kolektorskiej. Co tam jest? Wszystko!

A konkretnie cóż tam mamy? Mamy pofałdowany teren (ulica leży na granicy skarpy warszawskiej), mamy stare i rozpadające się rudery z pijackimi okrzykami dochodzącymi z wewnątrz,  nowe wypasione domy (począwszy od tych normalnych, a na "gargamelach" skończywszy), nieco dzikie tereny zielone, ponure PRL-owskie bloki, imponujący widok na ogromne blokowisko na Rudzie, widok z góry na jednorodzinne domy położone poniżej skarpy, leniwie snujące się koty, chaszcze, przejścia, schodki... A wszystko to ze sobą idealnie przemieszane, totalny architektoniczo-przestrzenny chaos, burdel wręcz, a jednocześnie klimat niesamowity. Zresztą co ja Ci będę pisał, zobacz to sam. W wolnej chwili postaram się zrobić na tej ulicy małą fotosesję, ale zdjęcia nie oddadzą klimatu tak do końca. To trzeba samemu zobaczyć, to trzeba po prostu poczuć.

Jeśli przejdziecie się tą ulicą, to wszelkie pojawiające się tu i ówdzie dyskusje, czy Marymont jest bardziej bielański czy bardziej żoliborski, stracą sens. Bo Marymont jest oryginalny, nie do podrobienia. A już zwłaszcza nie do podrobienia jest Kolektorska.

PS. Jako bielański patriota tak czy siak uważam, że Marymont, podzielony administracyjnie między Bielany i Żoliborz, jest jednak bardziej bielański :) Ale to już temat na oddzielną notkę. A więc o Marymoncie jako całości będzie kiedy indziej, dziś musisz zadowolić się jedynie Kolektorską. A zapewniam, że jest czym.

Wyłącz zatem komputer i szoruj w te pędy na spacer!

Marymont, ul. Kolektorska

20:38, lukasz.1978
Link Komentarze (5) »
niedziela, 20 marca 2011

Na gazetowym forum Żoliborz, Bielany rozgorzała dyskusja czy przy Kępie Potockiej powinny być budowane miejsca parkingowe czy nie. Z jednej strony Kępa jest miłym miejscem do spędzania wolnego czasu z drugiej ilość miejsc parkingowych wokół Kępy jest ograniczona, szczególnie po ostatnim remoncie Gwiaździstej.

Ta dyskusja i zachęta Łukasza zdopingowały mnie do opublikowania swoich przemyśleń dotyczących planów rozwoju w dzielnicy Bielany. Mam nadzieje, że moje przemyślenia pojawią się tu w kilku odcinkach, więc zatytułuję je łącznie „Aprilisowe plany…”

Pierwszy wpis poświecę właśnie zieleni na Marymoncie.

Marymont, jest podzielony pomiędzy Bielany i Żoliborz, ma piękny park Kępa Potocka w obu dzielnicach oraz Park Kaskada po stronie żoliborskiej, Park Stawy Kellera po bielańskiej i inne tereny zielone na osiedlach. Parki są zadbane i do nich nie mam większych zastrzeżeń, brak mi jednak ciągłości tych parków i płynnego połaczenia z okolicą. Na bielańskiej części Marymontu planowany jest nowy park Ogród Zmysłów zlokalizowany w dolinie między ul Chlewińską i Opatowską (przy ul Marymonckiej). Plany są piękne ale pewnie znów będzie to izolowany obszar ściśle określony a sąsiednie działki nie będą nawet koszone (tak jest ze skwerem przy Parku Stawy Kellera). Ale dość tego wprowadzania obiecałam plany ;), a wyglądają one tak:

  1. Moim zdaniem należy połączyć stację Metro Słodowiec z nowoplanowanym Parkiem tak by dało się przejść pieszo z metra do parku. W tym celu trzeba by było podnieść Marymoncka na wiadukcie (w tym miejscu Marymoncka bardzo się obniża więc wiadukt nie byłby wysoki) pod wiaduktem można byłoby zrobić przejście dla pieszych, które będzie jednocześnie wejściem do Ogrodu Zmysłów.
  2. Dalej idziemy Ogrodem w kierunku Stawów Kellera i tu napotykamy na ul. Kolektorską, która jest w tej chwili zbudowana jakby na grobli pomiędzy dwiema dolinami, ona też powinna być zbudowana na wiadukcie a pod spodem mogłoby byc zbudowane przejście pomiędzy parkami bez konieczności wchodzenia pod górę. Wiadukt-mostek mógłby mieć ładne stylowe barierki pasujące do charakteru obu parków.
  3. Idziemy dalej przez Park Stawy Kellera z lewej mijamy zaniedbany skwer bezpośrednio przylegający do parku – widocznie ktoś uznał, że park kończy się przy chodniku a dalej już nikogo nie obchodzi rosnąca trawa i brak chodnika. Ten skwer też powinien być zagospodarowany a przynajmniej uzupełnione brakujące chodniki i trawa koszona tak samo jak w parku.
  4. Przechodzimy przez ul. Hłaski i natrafiamy na dziką polanę z drzewami i krzewami zarastającymi dawne stawy, strumyk wypływający ze Stawów Kellera ukryty został pod ziemią. Wiele drzew wyłamanych w letnich wichurach nadal leży na trawie. Teren wzdłuż ul Rudzkiej powinien być uporządkowany ładne drzewa pozostawione, krzewy i chore drzewa wycięte, pomiędzy drzewami należałoby zbudować ścieżkę lub deptak aż do skrzyżowania ul. Mickiewicza z Klaudyny.
  5. Przechodzimy przez ul. Mickiewicza idąc wzdłuż Trasy AK najpierw wydeptana ścieżka a potem chodnikiem dchodzimy do Kępy Potockiej. Tu należałoby tylko zbudować część chodnika od ul. Klaudyny do zejścia z wiaduktu nad Trasą AK dalej jest już zbudowany chodnik i zagospodarowany park na osiedlu Ruda.

Jeśli te plany byłyby zrealizowane to od stacji metra Słodowiec do Parku Kępa Potocka byłby jeden ciąg spacerowy przez cały czas w parku bez konieczności chodzenia ulicami, jeśli by ktoś wybierał się na spacer to mógłby go zacząć od razu od metra bez konieczności dojazdu pod samą Kępę Potocką :).

Dla zaawansowanych spacerowiczów polecam powrót przez Lasek Bielański i Lasek Lindego do metra Wawrzyszew :)

 
1 , 2