RSS
czwartek, 31 marca 2011

Warszawskie Biuro Gospodarowania nieruchomościami wykazuje się w swoich działaniach nie lada "kreatywnością".

Przy ulicy Starej Baśni na Bielanach stoją sobie dwa bloki, a pomiędzy nimi jest skwerek z placem zabaw. Cóż, takich bloków i skwerków jest w Warszawie mnóstwo, więc historia jest w zasadzie banalna i na tym cała sprawa mogłaby się spokojnie zakończyć, gdyby nie miejskie Biuro Gospodarowania Nieruchomościami. Kierując się nie lada pazernością, chce ono dopisać do tej historyjki dalszy dramatyczny ciąg. I to dopisać nie za pomocą subtelnego i delikatnego pióra lecz za pomocą koparek i buldożerów.

O co chodzi? Otóż, jak informuje portal TVN Warszawa, w miejscu zajmowanym dziś przez plac zabaw mają się pojawić... bloki mieszkalne. Bloki wciśnięte ciasno między te już istniejące. Oto fragment artykułu:

Pomysł zabudowy nie wyszedł jednak od zdeterminowanego dewelopera, tylko... z ratusza. Wniosek o warunki zabudowy złożyło miejskie biuro gospodarowania nieruchomościami. Okolica nie ma obowiązującego planu zagospodarowania, więc "wuzetka" miała służyć do określenia rynkowej wartości kruntu, który ratusz chce spieniężyć.

Warto kliknąć w przytoczony link i zapoznać się z całym artykułem - jest tam też zdjęcie placu zabaw, który nasi miejscy urzednicy chcą zlikwidować, aby postawić tam bloki.

Jednym słowem Biuro Gospodarowania Nieruchomościami, o którego szkodliwej działalności na Bielanach już pisałem, wykazuje się w omawianej sprawie pazernością przewyższającą nawet to, do czego przyzwyczaili nas działający w Warszawie deweloperzy. Problem związany z działalnością BGN nie jest zresztą problemem jedynie bielańskim - podobnie "kreatywnym" podejściem do miejskiej przestrzeni urzednicy z tegoż biura wykazują się też na Muranowie.

Jak widać dla ratusza nie ma rzeczy niemożliwych. Tam, gdzie nawet sami deweloperzy odpuszczają, ratusz pokazuje, że... da się, że jednak można! "Szacun!" - chciałoby się rzec. Szkoda tylko, że ta godna podziwu determinacja urzędników miejskich nie jest związana z działaniami na rzecz poprawy jakości życia mieszkanców, lecz z czymś dokładnie przeciwnym.

Czy naprawdę urzędnicy z BGN jakość życia mieszkańców mają za nic? Aż się nie chce w to uwierzyć, ale chyba muszę.

18:57, lukasz.1978
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 28 marca 2011

Bielany to naprawdę duża dzielnica. Niby wiedziałem o tym od dawna, ale dzisiaj poczułem to w pełni.

Jechałem sobie samochodem przez żoliborski Plac Wilsona. Dla mnie, mieszkańca Chomiczówki, to miejsce odległe, obce. Tak samo obca jest dla mnie żoliborska tradycja wymawiania nazwy tego miejsca przez "w", zawsze wymawiam przez "ł". A więc jechałem sobie przez ten Plac Łilsona, za kinem Wisła skręciłem w prawo w Mickiewicza i nagle... Nagle w perspektywie ulicy Mickiewicza ujrzałem niezbyt przecież od Placu Łilsona oddalone bloki bielańskiego osiedla Ruda. Z centralego punktu Żoliborza ujrzałem na wyciągnięcie ręki nasze Bielany. To było piękne!

A teraz cofnijmy się na chwilę do roku 2005 i zerknijmy na pewną wypowiedź zamieszczoną na żoliborskim forum dyskusyjnym. Oto interesujący mnie fragment:

Oczywiscie powtarzam sie ale warto by wiecej osob uswiadomilo sobie, ze
>dzielnica bielany< to smiesznie brzmiace kuriozum, efemeryda na mapie Warszawy
i stan przejsciowy.

Nie mnie oceniać, czy słowem "kuriozum" można nazwać coś, z czym identyfikuje się mnóstwo ludzi, z każdym dniem coraz więcej. Ale uświadomić sobie należy nie to, co chciał autor tamtego internetowego wpisu, lecz coś zupełnie innego - Bielany to nie "stan przejściowy" i "efemeryda", lecz duża 130-tysięczna dzielnica rozciągająca się od Puszczy Kampinoskiej po  niemalże Plac Łilsona. Ale nie myśl, że wielkością i rozległością chcę się tu chwalić, zupełnie nie o to mi chodzi. Chodzi mi o to, że...

Chodzi mi o to, że takiej wielkiej dzielnicy nie można tak po prostu zmarnować. Bielańczyku, pamiętasz rok 1994? To wtedy Bielany stały się niezależną dzielnicą (czy raczej gminą, wedle ówczesnej terminologii). Nie wiem, co wtedy czułeś. Może się cieszyłeś, może martwiłeś się, że już nie mieszkasz na Żoliborzu, który w Twoich uszach brzmiał tak dumnie, a może było Ci wszystko jedno. To już nieistotne, przeszłość nie ma znaczenia. Liczy się nie pozbawiona wad teraźniejszość i nieznana, ale być może świetlana przyszłość.

A więc nieważne, co myślałeś w 1994 roku. Ważne jest to, że teraz, w roku 2011, jesteś tu gospodarzem. Gospodarzem nie "efemerydy", jak ktoś Ci kiedyś próbował wmówić, lecz naprawdę dużej dzielnicy o ciekawej historii i nienajgorszej mimo wszystko, choć nie pozbawionej wad teraźniejszości.

Nie zmarnuj tego!

20:37, lukasz.1978
Link Komentarze (15) »
piątek, 25 marca 2011

Wczoraj otwarto przy ul. Lindego nowy basen. Z tej okazji Pani Prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz zawitała do naszej dzielnicy z tzw. gospodarską wizytą.

Gospodarskie wizyty niektórzy pamiętają jeszcze z okresu PRL-u. Z okazji otwarcia nowej szkoły czy nowej drogi (uczciwie mówiąc, trochę tego wtedy zbudowano) przyjeżdżał czasem na miejsce sam Towarzysz Sekretarz (Komitetu Powiatowego, Komitetu Wojewódzkiego a czasem nawet Komitetu Centralnego), coś tam mówił, a tzw. lokalny aktyw nagradzał jego drętwe zazwyczaj przemówienie oklaskami, dzieci deklamowały wierszyki a piękne niewiasty wręczały kwiaty. Generalnie kadzono Towarzyszowi Sekretarzowi na potęgę. A jak było wczoraj na Bielanach?

Uczciwie mówiąc, nie było mnie tam wczoraj, muszę się zatem oprzeć na relacji jednego z internautów (pisownię zachowuję oryginalną):

Właśnie wróciłem z otwarcia kompleksu sportowego na Lindego. Wrażenia z tego co znajduję się w środku są bardzo pozytywne. Natomiast należy wspomnieć o atmosferze jaka panował po tym jak zjawiła się Pani Prezydent. Takiego nadskakiwania z powodu przyjazdu HGW jeszcze nie widziałem, nasze małe kurdupelki z dzielnicy z wąskimi uśmieszkami tylko latały w tę i z powrotem a z ich ust wydobywały się same mile, ciepłe i chwalebne słowa pod kierunkiem HGW.
Bufetowa coś tam powiedziała, że niby się zna na sporcie ale nic szczególnego. Po krótkim przemówieniu i wpisie do księgi zaczął się obchód budynku, HGW przodem a kurduple w garniturkach, mundurkach(policja i straż), dresikach (pracownicy) i śmierdzących od papierosów brudnych flejowatych sweterkach (dziennikarze i fotoreporterzy) jak psy za Panem poszli w jej ślad.
Do końca nie byłem, musiałem wyjść, bo myślałem, że mnie zemdli od tych słodkości i uwielbieni HGW.

Nie wiem, na ile relacja ta jest prawdziwa, ale jeśli jest... Jeśli jest, to przyznasz chyba, że podobieństwa do "czasów słusznie minionych" widać aż nadto.

Po co pisze ten tekst? Nie, wbrew pozorom nie chcę tu skrytykować Pani Prezydent, nie chcę tez skrytykować lokalnych bielańskich notabli. Chcę natomiast skrytykować skrajnie centralistyczny system rządów w Warszawie, jaki zgotował nam onegdaj Sejm, uchwalając tzw. ustawę warszawską. To ten chory stystem sprawia, że od władz dzielnicy nic tak naprawdę nie zależy, to prezydent m. st. Warszawy ma zdanie decydujące w każdej praktycznie sprawie, jest Bogiem i Carem. Wszędzie, w całej Warszawie, zarówno w swoim ratuszu jak i na dalekich zapomnianych peryferiach. Prezydent rządzi!

A jakie mamy efekty? Ano takie, że tzw. lokalny aktyw, zamiast działać prężnie na rzecz dzielnicy, skupia się na kadzeniu Pani Prezydent w trosce o własne za przeproszeniem tyłki. Cóż, naturalny ludzki odruch, praca w urzędzie zapewne jest fajna, więc po co się narażać? Już byli tacy co się narażali, na Ursynowie na przykad. I mają z tego tytułu problemy. A zatem bez sensu jest się stawiać, prawda?

Ponieważ widoków na zmianę przez Sejm systemu sprawowania władzy w Warszawie nie widać, czeka nas jeszcze niejedna gospodarska wizyta połączona z peanami na cześć Pani Prezydent. A może i Ty pomożesz, np. malując trawnik na zielono w czynie społecznym?

No to jak towarzysze, pomożecie?

10:00, lukasz.1978
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 21 marca 2011

Jeśli nigdy nie byłeś na Kolektorskiej. to znaczy, że nie znasz dobrze Bielan.

Nic się nie martw, ja też do niedawna nie znałem, choć myślałem, że znam. Ty też możesz to nadrobić i przejść cały odcinek Kolektorskiej. Co tam jest? Wszystko!

A konkretnie cóż tam mamy? Mamy pofałdowany teren (ulica leży na granicy skarpy warszawskiej), mamy stare i rozpadające się rudery z pijackimi okrzykami dochodzącymi z wewnątrz,  nowe wypasione domy (począwszy od tych normalnych, a na "gargamelach" skończywszy), nieco dzikie tereny zielone, ponure PRL-owskie bloki, imponujący widok na ogromne blokowisko na Rudzie, widok z góry na jednorodzinne domy położone poniżej skarpy, leniwie snujące się koty, chaszcze, przejścia, schodki... A wszystko to ze sobą idealnie przemieszane, totalny architektoniczo-przestrzenny chaos, burdel wręcz, a jednocześnie klimat niesamowity. Zresztą co ja Ci będę pisał, zobacz to sam. W wolnej chwili postaram się zrobić na tej ulicy małą fotosesję, ale zdjęcia nie oddadzą klimatu tak do końca. To trzeba samemu zobaczyć, to trzeba po prostu poczuć.

Jeśli przejdziecie się tą ulicą, to wszelkie pojawiające się tu i ówdzie dyskusje, czy Marymont jest bardziej bielański czy bardziej żoliborski, stracą sens. Bo Marymont jest oryginalny, nie do podrobienia. A już zwłaszcza nie do podrobienia jest Kolektorska.

PS. Jako bielański patriota tak czy siak uważam, że Marymont, podzielony administracyjnie między Bielany i Żoliborz, jest jednak bardziej bielański :) Ale to już temat na oddzielną notkę. A więc o Marymoncie jako całości będzie kiedy indziej, dziś musisz zadowolić się jedynie Kolektorską. A zapewniam, że jest czym.

Wyłącz zatem komputer i szoruj w te pędy na spacer!

Marymont, ul. Kolektorska

20:38, lukasz.1978
Link Komentarze (5) »
niedziela, 20 marca 2011

Na gazetowym forum Żoliborz, Bielany rozgorzała dyskusja czy przy Kępie Potockiej powinny być budowane miejsca parkingowe czy nie. Z jednej strony Kępa jest miłym miejscem do spędzania wolnego czasu z drugiej ilość miejsc parkingowych wokół Kępy jest ograniczona, szczególnie po ostatnim remoncie Gwiaździstej.

Ta dyskusja i zachęta Łukasza zdopingowały mnie do opublikowania swoich przemyśleń dotyczących planów rozwoju w dzielnicy Bielany. Mam nadzieje, że moje przemyślenia pojawią się tu w kilku odcinkach, więc zatytułuję je łącznie „Aprilisowe plany…”

Pierwszy wpis poświecę właśnie zieleni na Marymoncie.

Marymont, jest podzielony pomiędzy Bielany i Żoliborz, ma piękny park Kępa Potocka w obu dzielnicach oraz Park Kaskada po stronie żoliborskiej, Park Stawy Kellera po bielańskiej i inne tereny zielone na osiedlach. Parki są zadbane i do nich nie mam większych zastrzeżeń, brak mi jednak ciągłości tych parków i płynnego połaczenia z okolicą. Na bielańskiej części Marymontu planowany jest nowy park Ogród Zmysłów zlokalizowany w dolinie między ul Chlewińską i Opatowską (przy ul Marymonckiej). Plany są piękne ale pewnie znów będzie to izolowany obszar ściśle określony a sąsiednie działki nie będą nawet koszone (tak jest ze skwerem przy Parku Stawy Kellera). Ale dość tego wprowadzania obiecałam plany ;), a wyglądają one tak:

  1. Moim zdaniem należy połączyć stację Metro Słodowiec z nowoplanowanym Parkiem tak by dało się przejść pieszo z metra do parku. W tym celu trzeba by było podnieść Marymoncka na wiadukcie (w tym miejscu Marymoncka bardzo się obniża więc wiadukt nie byłby wysoki) pod wiaduktem można byłoby zrobić przejście dla pieszych, które będzie jednocześnie wejściem do Ogrodu Zmysłów.
  2. Dalej idziemy Ogrodem w kierunku Stawów Kellera i tu napotykamy na ul. Kolektorską, która jest w tej chwili zbudowana jakby na grobli pomiędzy dwiema dolinami, ona też powinna być zbudowana na wiadukcie a pod spodem mogłoby byc zbudowane przejście pomiędzy parkami bez konieczności wchodzenia pod górę. Wiadukt-mostek mógłby mieć ładne stylowe barierki pasujące do charakteru obu parków.
  3. Idziemy dalej przez Park Stawy Kellera z lewej mijamy zaniedbany skwer bezpośrednio przylegający do parku – widocznie ktoś uznał, że park kończy się przy chodniku a dalej już nikogo nie obchodzi rosnąca trawa i brak chodnika. Ten skwer też powinien być zagospodarowany a przynajmniej uzupełnione brakujące chodniki i trawa koszona tak samo jak w parku.
  4. Przechodzimy przez ul. Hłaski i natrafiamy na dziką polanę z drzewami i krzewami zarastającymi dawne stawy, strumyk wypływający ze Stawów Kellera ukryty został pod ziemią. Wiele drzew wyłamanych w letnich wichurach nadal leży na trawie. Teren wzdłuż ul Rudzkiej powinien być uporządkowany ładne drzewa pozostawione, krzewy i chore drzewa wycięte, pomiędzy drzewami należałoby zbudować ścieżkę lub deptak aż do skrzyżowania ul. Mickiewicza z Klaudyny.
  5. Przechodzimy przez ul. Mickiewicza idąc wzdłuż Trasy AK najpierw wydeptana ścieżka a potem chodnikiem dchodzimy do Kępy Potockiej. Tu należałoby tylko zbudować część chodnika od ul. Klaudyny do zejścia z wiaduktu nad Trasą AK dalej jest już zbudowany chodnik i zagospodarowany park na osiedlu Ruda.

Jeśli te plany byłyby zrealizowane to od stacji metra Słodowiec do Parku Kępa Potocka byłby jeden ciąg spacerowy przez cały czas w parku bez konieczności chodzenia ulicami, jeśli by ktoś wybierał się na spacer to mógłby go zacząć od razu od metra bez konieczności dojazdu pod samą Kępę Potocką :).

Dla zaawansowanych spacerowiczów polecam powrót przez Lasek Bielański i Lasek Lindego do metra Wawrzyszew :)

piątek, 18 marca 2011

Czy można wypączkować z czegoś, co nie istnieje? Niektórzy mędrcy twierdzą, że tak.

Przeglądając z ciekawości archiwalne dyskusje na forum żoliborskim (z którego czasem korzystali też gościnnie mieszkańcy Bielan, nie mając jeszcze wówczas swojego własnego forum) natknąłem się na stwierdzenie, jakoby nasze Bielany "wypączkowały" z Żoliborza. A jak było naprawdę?

Tu cofnijmy się do historii. Aby nikt nie posądził mnie o brak obiektywizmu, wezmę na tapetę nie historię Bielan, lecz dzieje Żoliborza. Kliknij w ten link i czytaj. Warto.

Całego tekstu wklejać tu nie będę (bo przecież możesz kliknąć w linka, prawda?), przytoczę natomiast interesujący w kontekście omawianego zagadnienia fragment:

Nazwa Bielany pojawiła się wraz z budową na terenie Pólkowa klasztoru dla pustelników reguły św. Romualda- ojców kamedułów, którzy nosili białe habity. Budowę klasztoru rozpoczął w 1639 roku król Władysław IV.

W czasie następnych kilkudziesięciu lat Warszawa, a wraz z nią tereny dzisiejszego Żoliborza przeżyła najazd szwedzki (1655 - 56), w czasie którego znajdowały się tutaj obozy wojsk oraz najazd Rakoczego (1657), księcia siedmiogrodzkiego.

Wkrótce potem, w czasie panowania Jana III Sobieskiego pojawiła się nazwa Marymont. Król bowiem nabył część Pólkowa na rezydencję dla Marysieńki. Posiadłość tę nazwano Wzgórze Marii czyli "Marie - mont" Druga połowa XVII wieku to okres kiedy odbudowywano osadę ze zniszczeń wojennych i założono na terenie szpitala Świętego Ducha folwark, któremu nadano nazwę Fawory czyli łaska.

"Na początku wieku XVIII nie było jeszcze Żoliborza, a obszar, na którym miał niebawem powstać wzdłuż traktu wiodącego do Zakroczymia, od Nowego Miasta aż po rzekę Drnę, należał w dużej części do szpitala św. Ducha. Istniał tu folwark szpitalny Fawory dalej zaś rozciągał się folwark Polków, który wówczas podobnie jak w wieku poprzednim należał do klasztoru kamedułów na Bielanach".

Reasumując... Już w 17.wieku istniały Bielany, natomiast później, bo na początku 18.wieku Żoliborza jeszcze nie było! Czy mogły zatem Bielany "wypączkować" z czegoś, co jeszcze nie istniało? Sam sobie na to pytanie odpowiedz.

Nie zrozum mnie  źle. Nie chcę tym wpisem udowodnić na siłę, że Bielany są w jakiś sposób lepsze od dzielnic sąsiednich (w tym Żoliborza) tylko dlatego, że powstały wcześniej. Chcę natomiast pokazać, iż mają swoją własną historię, odmienną od historii sąsiadów. Historię, którą warto znać, pielęgnować i być z niej dumnym. Bo Bielany nie "wypączkowały" nagle, a już zwłaszcza nie z Żoliborza. Bielany istniały już wtedy, gdy o Żoliborzu nikomu się jeszcze nie śniło.

Nawiasem mówiąc, historia Żoliborza też jest całkiem ciekawa i jak widać z przywołanego przeze mnie artykułu (kliknąłeś i przeczytałeś?) Żoliborz był przez lata swojego istnienia znacznie bardziej związany z Nowym Miastem i Muranowem, niż z Bielanami. Ale zagadnienie mitycznej "jedności" bielańsko-żoliborskiej zostawię sobie na później, na oddzielną notkę.

Nie będąc jednak jednością, ani tym bardziej nie "wypączkowując", możemy być wszakże dobrymi sąsiadami. Tylko tyle, a jednocześnie aż tyle. I nie ma w tym nic wyjątkowego, z Bemowem i Białołęką też możemy, dokładnie na tej samej zasadzie. Z Łomiankami również.

PS. Skoro już zacząłem o Żoliborzu, to muszę koniecznie dodać, że kebab na żoliborskim Placu Wilsona jest pyszny! Na Bielanach takiego nie znajdziesz :)

20:52, lukasz.1978
Link Komentarze (17) »
wtorek, 15 marca 2011

Dziś odetchniemy od polityki, dziś będzie o reklamie.

Otóż niedawno na bielańskim forum dyskusyjnym forumowicz Gbas przedstawił ciekawą reklamę PZU. To znaczy reklama jak reklama, ale jest ona ciekawa z punktu widzenia Bielan. W tle widać bowiem nasz bielański Plac Konfederacji.

Skoro nie zauważają naszej dzielnicy warszawskie władze, to dobrze, że chociaż PZU zauważyło. Zawsze coś! Co prawda cała rzecz jest o kradzieży samochodów, ale można to przeboleć. Bo przecież każdy wie, że to tylko reklama, filmowa fikcja, a Bielany bezpieczne są i już.

Są bezpieczne, prawda? :)

14:59, lukasz.1978
Link Komentarze (5) »
piątek, 11 marca 2011

Czy mieszkańców Bielan ktoś próbuje zrobić w jajo?

Tak naprawdę tytuł tej notki miał być inny, odnoszący się wprost do sprzedaży Serka w bufecie. Cóż to jest ów “bufet” nie muszę chyba nikomu tłumaczyć, bo i tak każdy wie, o co chodzi. Wiesz, prawda? Nie udawaj, że nie wiesz.

Jednakowoż każdy bloger ma na starcie (a ja właśnie jestem w tej fazie) pewien dylemat – czy prowadzić Bardzo Poważnego Bloga czy może zwykłego blogaska. Na tyle, na ile znam samego siebie, Bardzo Poważny Blog raczej w tym miejscu nie powstanie, niemniej jednak typowo blogaskowych określeń też nie chcę używać, wolę skupić się raczej na merytoryce a nie na obrażaniu kogokolwiek. Tak wybrałem. A więc zapomnijmy o bufecie, będzie bardziej oficjalnie – o Pani Prezydent i jej urzędnikach.

Jednym z urzędników Pani Prezydent jest niejaki Marcin Bajko, dyrektor Stołecznego Biura Gospodarowania Nieruchomościami. A jedną z owych nieruchomości jest Serek Bielański – ogromny pusty teren wokół stacji metra Słodowiec.

W tym miejscu zbiegają się trzy główne ulice Bielan. Tu może i powinno powstać prawdziwe wielkomiejskie centrum naszej dzielnicy. Póki co nie ma u nas centralnego placu, nie ma centrum handlowego, kina też nie ma, za to miejsce na tego typu inwestycje ewidentnie jest, więc... Więc co stoi na przeszkodzie? Na przeszkodzie stoi Pani Prezydent i jej podwładny Marcin Bajko.

W tym momencie cofnijmy się do dawnych planów. A były one ambitne. Co ja Ci będę opisywał, przeczytaj sobie. A jeśli jesteś na tyle leniwy, że nie chce Ci się czytać, to w paru słowach Ci wyjaśnię: na Serku Bielańskim miało powstać prawdziwe centrum Bielan. Miał zostać ogłoszony konkurs archikektoniczny, miał zostać wybrany zwycięski projekt i tak oto Bielany miały zyskać cały kwartał prawdziwej wielkomiejskiej zabudowy. Pięknie, prawda?

No niestety, to jest zbyt piękne, żeby było prawdziwe. Bo co w zamian szykują władze Warszawy? One chcą cały teren podzielić, rozparcelować, sprzedać różnym podmiotom działeczka po działeczce. I co otrzymamy w ten sposób zamiast porządnego centrum dzielnicy? Otrzymamy zapewne burdel przestrzenny w postaci niepasujących do siebie bloczydeł, obowiązkowo ogrodzonych płotem. Tak działo się w Warszawie już w wielu miejscach - czy mamy jakiekolwiek podstawy przypuszczać, że w przypadku Bielan będzie inaczej?

Bo w warszawskim ratuszu nikt z nami się nie liczy. Ład przestrzenny? Centrum dzielnicy? Toż to jakaś abstrakcja, jakieś fanaberie! Liczy się tylko, aby wycisnąć z metra kwadratowego maksimum pieniędzy - może i słusznie, bo jak się rozdaje za bezcen pewnej uczelni cenne działki (o tym napiszę w innej notce), to trzeba sobie to jakoś odbić, jakoś zrekompensować. A że kosztem ładu przestrzennego naszej dzielnicy? A cóż to za problem, z perspektywy ratusza jesteśmy zaledwie "dalekim Żoliborzem", więc można sie naszym kosztem zabawić, można zaszaleć, pójść na całość, puścić na żywioł...

A wracając do pana Marcina...

Stołeczne Biuro Gospodarowania Nieruchomościami teren chce podzielić na kawałki i sprzedać kilku inwestorom. Już samo hasło "serek bielański" u dyrektora biura wywołuje ogromne zdenerwowanie. - O co panu chodzi? - odpowiada na pytania dziennikarza portalu tvnwarszawa.pl. - Przecież teren sprzedamy!

Po chwili Marcin Bajko stara się jednak wytłumaczyć, dlaczego ten atrakcyjny grunt ma być podzielony na kawałki. - Nie wie pan jak to jest?! Dzięki temu będziemy mieć większy zysk ze sprzedaży - tłumaczy Bajko

Tak, to pod tym linkiem, w który pewnie nie chciało Ci się kliknąć (jeśli jednak kliknąłeś, to szacunek!). Nerwowy zrobił się pan Marcin, szkoda człowieka w sumie. Pozostaje mieć nadzieję, iż sprawy naszej skromnej dzielnicy nie przysporzą panu Marcinowi wrzodów na żołądku. Jakby co, to mamy na Żeromskiego aptekę całodobową, panie Marcinie!

Ale zostawmy już pana Marcina w spokoju, skupmy się na... Chciałem już powiedzieć, że na naszym bielańskim centrum, ale czy my w ogóle mamy centrum? Czy przy takiej postawie urzędników w ogóle będziemy je kiedykolwiek mieć? Pytania, pytania, pytania...

PS. A na deser fragment innego artykułu (nie leń się, ten też przeczytaj!):

Urzędnicy mają jednak mały problem. Ciągle nie wiadomo jak ostatecznie będzie wyglądała sieć drogowa przy samym "serku".

Od dziesięcioleci teren stoi pusty, a oni wciąż nie wiedzą. Bez komentarza.

23:13, lukasz.1978
Link Komentarze (3) »

Czy pomyślałeś kiedyś, że Plac Wilsona leży na Bielanach?

No wiem, głupie pytanie. Plac Wilsona leży przecież na Żoliborzu i Ty o tym wiesz. Nigdy nie pomyślałeś, że może leżeć na Bielanach. Do głowy Ci to nie przyszło, zgadza się?

Odwróćmy jednak sytuację. Czy pomyślałeś kiedyś, że ulica Żeromskiego leży na Żoliborzu? Jeśli mieszkasz na Bielanach, to pewnie nie, ale jeśli mieszkasz na Mokotowie, na Ursynowie czy w Ursusie... Pomyślałeś tak, prawda?

Bo Bielany jako dzielnica są tak naprawdę stosunkowo mało znane. Czasem wręcz nie istnieją w świadomości warszawiaków, będąc określane jako "daleki Żoliborz" czy coś w tym guście. Owszem, to błąd, ale... Ale może po prostu sami jesteśmy sobie winni? Może nie zrobiliśmy wystarczająco wiele, aby naszą dzielnicę przed Tobą odkryć? Zapytajmy uczciwie samych siebie: czy byliśmy dumni z tego, że tu mieszkamy, czy też było to nam obojętne?

A teraz do Ciebie, czytelniku z Bielan: Zapytasz pewnie, czy to wszystko, co teraz napisałem, ma to jakiekolwiek znaczenie. Ma. Jeśli w oczach przeciętnego warszawiaka jesteśmy częstokroć odbierani jako odległe peryferie, jako typowa sypialnia, jako "daleki Żoliborz", to jak sądzisz, jak jesteśmy odbierani w oczach radnych Warszawy, w oczach prezydenta miasta i jego (a raczej jej) urządników? Myślisz, że inaczej? Zapomnij! A efekty tego... Widać? Nie, nie widać. Na pustym Serku Bielańskim nie widać, przy wąskim gardle na Kasprowicza też nie widać. Ano właśnie.

A przecież Bielany to dzielnica duża, 130-tysięczna. Dzielnica, która ma swoją ciekawą historę, swoje własne tradycje, a także swoje radości i swoje problemy dnia codziennego. I ma wreszcie (dopiero teraz, ale lepiej późno, niż wcale) swoje własne forum dyskusyjne. A jeśli najdzie Cię ochota na obalenie browarka pod gołym niebem, to sklepy z dobrym zimnym piwem i gustowne ławeczki mamy na Bielanach również :)

Warto zatem warszawiakom Bielany przybliżyć. I o tym właśnie będzie ten blog.

Uwaga: Komentuj tak, jak Ci pasuje. Na tym blogu cenzury nie będzie, swoboda wypowiedzi to podstawa.

PS. Następny wpis traktować będzie o sprzedaży Serka przez bufet. I nie chodzi tu niestety o małą gastronomię, lecz o sprawy znacznie poważniejsze...

00:02, lukasz.1978
Link Komentarze (14) »