RSS
piątek, 18 marca 2011

Czy można wypączkować z czegoś, co nie istnieje? Niektórzy mędrcy twierdzą, że tak.

Przeglądając z ciekawości archiwalne dyskusje na forum żoliborskim (z którego czasem korzystali też gościnnie mieszkańcy Bielan, nie mając jeszcze wówczas swojego własnego forum) natknąłem się na stwierdzenie, jakoby nasze Bielany "wypączkowały" z Żoliborza. A jak było naprawdę?

Tu cofnijmy się do historii. Aby nikt nie posądził mnie o brak obiektywizmu, wezmę na tapetę nie historię Bielan, lecz dzieje Żoliborza. Kliknij w ten link i czytaj. Warto.

Całego tekstu wklejać tu nie będę (bo przecież możesz kliknąć w linka, prawda?), przytoczę natomiast interesujący w kontekście omawianego zagadnienia fragment:

Nazwa Bielany pojawiła się wraz z budową na terenie Pólkowa klasztoru dla pustelników reguły św. Romualda- ojców kamedułów, którzy nosili białe habity. Budowę klasztoru rozpoczął w 1639 roku król Władysław IV.

W czasie następnych kilkudziesięciu lat Warszawa, a wraz z nią tereny dzisiejszego Żoliborza przeżyła najazd szwedzki (1655 - 56), w czasie którego znajdowały się tutaj obozy wojsk oraz najazd Rakoczego (1657), księcia siedmiogrodzkiego.

Wkrótce potem, w czasie panowania Jana III Sobieskiego pojawiła się nazwa Marymont. Król bowiem nabył część Pólkowa na rezydencję dla Marysieńki. Posiadłość tę nazwano Wzgórze Marii czyli "Marie - mont" Druga połowa XVII wieku to okres kiedy odbudowywano osadę ze zniszczeń wojennych i założono na terenie szpitala Świętego Ducha folwark, któremu nadano nazwę Fawory czyli łaska.

"Na początku wieku XVIII nie było jeszcze Żoliborza, a obszar, na którym miał niebawem powstać wzdłuż traktu wiodącego do Zakroczymia, od Nowego Miasta aż po rzekę Drnę, należał w dużej części do szpitala św. Ducha. Istniał tu folwark szpitalny Fawory dalej zaś rozciągał się folwark Polków, który wówczas podobnie jak w wieku poprzednim należał do klasztoru kamedułów na Bielanach".

Reasumując... Już w 17.wieku istniały Bielany, natomiast później, bo na początku 18.wieku Żoliborza jeszcze nie było! Czy mogły zatem Bielany "wypączkować" z czegoś, co jeszcze nie istniało? Sam sobie na to pytanie odpowiedz.

Nie zrozum mnie  źle. Nie chcę tym wpisem udowodnić na siłę, że Bielany są w jakiś sposób lepsze od dzielnic sąsiednich (w tym Żoliborza) tylko dlatego, że powstały wcześniej. Chcę natomiast pokazać, iż mają swoją własną historię, odmienną od historii sąsiadów. Historię, którą warto znać, pielęgnować i być z niej dumnym. Bo Bielany nie "wypączkowały" nagle, a już zwłaszcza nie z Żoliborza. Bielany istniały już wtedy, gdy o Żoliborzu nikomu się jeszcze nie śniło.

Nawiasem mówiąc, historia Żoliborza też jest całkiem ciekawa i jak widać z przywołanego przeze mnie artykułu (kliknąłeś i przeczytałeś?) Żoliborz był przez lata swojego istnienia znacznie bardziej związany z Nowym Miastem i Muranowem, niż z Bielanami. Ale zagadnienie mitycznej "jedności" bielańsko-żoliborskiej zostawię sobie na później, na oddzielną notkę.

Nie będąc jednak jednością, ani tym bardziej nie "wypączkowując", możemy być wszakże dobrymi sąsiadami. Tylko tyle, a jednocześnie aż tyle. I nie ma w tym nic wyjątkowego, z Bemowem i Białołęką też możemy, dokładnie na tej samej zasadzie. Z Łomiankami również.

PS. Skoro już zacząłem o Żoliborzu, to muszę koniecznie dodać, że kebab na żoliborskim Placu Wilsona jest pyszny! Na Bielanach takiego nie znajdziesz :)

20:52, lukasz.1978
Link Komentarze (17) »
wtorek, 15 marca 2011

Dziś odetchniemy od polityki, dziś będzie o reklamie.

Otóż niedawno na bielańskim forum dyskusyjnym forumowicz Gbas przedstawił ciekawą reklamę PZU. To znaczy reklama jak reklama, ale jest ona ciekawa z punktu widzenia Bielan. W tle widać bowiem nasz bielański Plac Konfederacji.

Skoro nie zauważają naszej dzielnicy warszawskie władze, to dobrze, że chociaż PZU zauważyło. Zawsze coś! Co prawda cała rzecz jest o kradzieży samochodów, ale można to przeboleć. Bo przecież każdy wie, że to tylko reklama, filmowa fikcja, a Bielany bezpieczne są i już.

Są bezpieczne, prawda? :)

14:59, lukasz.1978
Link Komentarze (5) »
piątek, 11 marca 2011

Czy mieszkańców Bielan ktoś próbuje zrobić w jajo?

Tak naprawdę tytuł tej notki miał być inny, odnoszący się wprost do sprzedaży Serka w bufecie. Cóż to jest ów “bufet” nie muszę chyba nikomu tłumaczyć, bo i tak każdy wie, o co chodzi. Wiesz, prawda? Nie udawaj, że nie wiesz.

Jednakowoż każdy bloger ma na starcie (a ja właśnie jestem w tej fazie) pewien dylemat – czy prowadzić Bardzo Poważnego Bloga czy może zwykłego blogaska. Na tyle, na ile znam samego siebie, Bardzo Poważny Blog raczej w tym miejscu nie powstanie, niemniej jednak typowo blogaskowych określeń też nie chcę używać, wolę skupić się raczej na merytoryce a nie na obrażaniu kogokolwiek. Tak wybrałem. A więc zapomnijmy o bufecie, będzie bardziej oficjalnie – o Pani Prezydent i jej urzędnikach.

Jednym z urzędników Pani Prezydent jest niejaki Marcin Bajko, dyrektor Stołecznego Biura Gospodarowania Nieruchomościami. A jedną z owych nieruchomości jest Serek Bielański – ogromny pusty teren wokół stacji metra Słodowiec.

W tym miejscu zbiegają się trzy główne ulice Bielan. Tu może i powinno powstać prawdziwe wielkomiejskie centrum naszej dzielnicy. Póki co nie ma u nas centralnego placu, nie ma centrum handlowego, kina też nie ma, za to miejsce na tego typu inwestycje ewidentnie jest, więc... Więc co stoi na przeszkodzie? Na przeszkodzie stoi Pani Prezydent i jej podwładny Marcin Bajko.

W tym momencie cofnijmy się do dawnych planów. A były one ambitne. Co ja Ci będę opisywał, przeczytaj sobie. A jeśli jesteś na tyle leniwy, że nie chce Ci się czytać, to w paru słowach Ci wyjaśnię: na Serku Bielańskim miało powstać prawdziwe centrum Bielan. Miał zostać ogłoszony konkurs archikektoniczny, miał zostać wybrany zwycięski projekt i tak oto Bielany miały zyskać cały kwartał prawdziwej wielkomiejskiej zabudowy. Pięknie, prawda?

No niestety, to jest zbyt piękne, żeby było prawdziwe. Bo co w zamian szykują władze Warszawy? One chcą cały teren podzielić, rozparcelować, sprzedać różnym podmiotom działeczka po działeczce. I co otrzymamy w ten sposób zamiast porządnego centrum dzielnicy? Otrzymamy zapewne burdel przestrzenny w postaci niepasujących do siebie bloczydeł, obowiązkowo ogrodzonych płotem. Tak działo się w Warszawie już w wielu miejscach - czy mamy jakiekolwiek podstawy przypuszczać, że w przypadku Bielan będzie inaczej?

Bo w warszawskim ratuszu nikt z nami się nie liczy. Ład przestrzenny? Centrum dzielnicy? Toż to jakaś abstrakcja, jakieś fanaberie! Liczy się tylko, aby wycisnąć z metra kwadratowego maksimum pieniędzy - może i słusznie, bo jak się rozdaje za bezcen pewnej uczelni cenne działki (o tym napiszę w innej notce), to trzeba sobie to jakoś odbić, jakoś zrekompensować. A że kosztem ładu przestrzennego naszej dzielnicy? A cóż to za problem, z perspektywy ratusza jesteśmy zaledwie "dalekim Żoliborzem", więc można sie naszym kosztem zabawić, można zaszaleć, pójść na całość, puścić na żywioł...

A wracając do pana Marcina...

Stołeczne Biuro Gospodarowania Nieruchomościami teren chce podzielić na kawałki i sprzedać kilku inwestorom. Już samo hasło "serek bielański" u dyrektora biura wywołuje ogromne zdenerwowanie. - O co panu chodzi? - odpowiada na pytania dziennikarza portalu tvnwarszawa.pl. - Przecież teren sprzedamy!

Po chwili Marcin Bajko stara się jednak wytłumaczyć, dlaczego ten atrakcyjny grunt ma być podzielony na kawałki. - Nie wie pan jak to jest?! Dzięki temu będziemy mieć większy zysk ze sprzedaży - tłumaczy Bajko

Tak, to pod tym linkiem, w który pewnie nie chciało Ci się kliknąć (jeśli jednak kliknąłeś, to szacunek!). Nerwowy zrobił się pan Marcin, szkoda człowieka w sumie. Pozostaje mieć nadzieję, iż sprawy naszej skromnej dzielnicy nie przysporzą panu Marcinowi wrzodów na żołądku. Jakby co, to mamy na Żeromskiego aptekę całodobową, panie Marcinie!

Ale zostawmy już pana Marcina w spokoju, skupmy się na... Chciałem już powiedzieć, że na naszym bielańskim centrum, ale czy my w ogóle mamy centrum? Czy przy takiej postawie urzędników w ogóle będziemy je kiedykolwiek mieć? Pytania, pytania, pytania...

PS. A na deser fragment innego artykułu (nie leń się, ten też przeczytaj!):

Urzędnicy mają jednak mały problem. Ciągle nie wiadomo jak ostatecznie będzie wyglądała sieć drogowa przy samym "serku".

Od dziesięcioleci teren stoi pusty, a oni wciąż nie wiedzą. Bez komentarza.

23:13, lukasz.1978
Link Komentarze (3) »

Czy pomyślałeś kiedyś, że Plac Wilsona leży na Bielanach?

No wiem, głupie pytanie. Plac Wilsona leży przecież na Żoliborzu i Ty o tym wiesz. Nigdy nie pomyślałeś, że może leżeć na Bielanach. Do głowy Ci to nie przyszło, zgadza się?

Odwróćmy jednak sytuację. Czy pomyślałeś kiedyś, że ulica Żeromskiego leży na Żoliborzu? Jeśli mieszkasz na Bielanach, to pewnie nie, ale jeśli mieszkasz na Mokotowie, na Ursynowie czy w Ursusie... Pomyślałeś tak, prawda?

Bo Bielany jako dzielnica są tak naprawdę stosunkowo mało znane. Czasem wręcz nie istnieją w świadomości warszawiaków, będąc określane jako "daleki Żoliborz" czy coś w tym guście. Owszem, to błąd, ale... Ale może po prostu sami jesteśmy sobie winni? Może nie zrobiliśmy wystarczająco wiele, aby naszą dzielnicę przed Tobą odkryć? Zapytajmy uczciwie samych siebie: czy byliśmy dumni z tego, że tu mieszkamy, czy też było to nam obojętne?

A teraz do Ciebie, czytelniku z Bielan: Zapytasz pewnie, czy to wszystko, co teraz napisałem, ma to jakiekolwiek znaczenie. Ma. Jeśli w oczach przeciętnego warszawiaka jesteśmy częstokroć odbierani jako odległe peryferie, jako typowa sypialnia, jako "daleki Żoliborz", to jak sądzisz, jak jesteśmy odbierani w oczach radnych Warszawy, w oczach prezydenta miasta i jego (a raczej jej) urządników? Myślisz, że inaczej? Zapomnij! A efekty tego... Widać? Nie, nie widać. Na pustym Serku Bielańskim nie widać, przy wąskim gardle na Kasprowicza też nie widać. Ano właśnie.

A przecież Bielany to dzielnica duża, 130-tysięczna. Dzielnica, która ma swoją ciekawą historę, swoje własne tradycje, a także swoje radości i swoje problemy dnia codziennego. I ma wreszcie (dopiero teraz, ale lepiej późno, niż wcale) swoje własne forum dyskusyjne. A jeśli najdzie Cię ochota na obalenie browarka pod gołym niebem, to sklepy z dobrym zimnym piwem i gustowne ławeczki mamy na Bielanach również :)

Warto zatem warszawiakom Bielany przybliżyć. I o tym właśnie będzie ten blog.

Uwaga: Komentuj tak, jak Ci pasuje. Na tym blogu cenzury nie będzie, swoboda wypowiedzi to podstawa.

PS. Następny wpis traktować będzie o sprzedaży Serka przez bufet. I nie chodzi tu niestety o małą gastronomię, lecz o sprawy znacznie poważniejsze...

00:02, lukasz.1978
Link Komentarze (14) »
1 , 2